Mówi się, że nadzieja jest matką głupich. Czyżby to oznaczało, iż nie warto ją mieć? Ostatnimi czasy nie miałam w sobie ani jednego promyka nadziei. W sumie moje myślenie było bardzo pesymistyczne. Wydawało mi się, że nie dam rady, bo tak właściwie wszystko jest przegrane. Aczkolwiek los bardzo lubi zaskakiwać... Czasem wydaje nam się, że coś jest stracone, a jednak dzieje się coś takiego, co daje nam choć odrobinę otuchy.
Cały weekend chodziłam jak struta. Co chwilę płakałam. Trudno było mi powstrzymać emocje. Nie poznawałam samej siebie. Jak się dziś okazało niepotrzebnie nabijałam sobie tak głowę i na zapas przejmowałam. Cóż, cała ja. Mam strasznie głupi charakter. Wiele spraw biorę zbyt bardzo do siebie. Jak już pojawia się jakiś kłopot nie potrafię myśleć o czymś innym. Mój problem polega na tym, że mam trudności z matematyką. Naprawdę nie rozumiem po co wymyślono, że matura z matematyki ma być obowiązkowa. Przecież to totalny bezsens. Zwłaszcza dla takich ludzi jak ja, które uwielbiają przedmioty humanistyczne i są z nich naprawdę dobre. W każdym bądź razie próbną maturę z matematyki, którą miałam w piątek zdałam. Nie na jakiś zadowalający mnie wyik, ale liczy się jedno - zdałam. Teraz tylko muszę dać z siebie wszystko, żeby z kolejnego sprawdzianu dostać jakąś pozytywną ocenę i problem mam z głowy. Będę mogła na spokojnie zająć się całością matury. W ogóle w tym i w przyszłym tygodniu mam strasznie dużo do roboty.
Wiem, że dla niektórych może moje problemy nie są żądnymi problemami, ale ja naprawdę przejmuję się szkołą. Może zbyt bardzo mi zależy i niepotrzebnie zawsze chcę być najlepsza?
Niestety, jeśli chodzi o jedzenie dałam ciała na całej linii. Wczoraj wieczorem miałam napad. Jestem strasznie na siebie zła! Nie mam pojęcia, dlaczego podeszłam do tej cholernej lodówki i zaczęłam jeść. Prawie w ogóle nie myślałam o tym, co robię. Nie pochłonęłam jakoś bardzo dużo, ale wyrzuty sumienia i tak nie dawały mi spokoju. Miałam nawet zamiar iść zwymiotować, ale po namyśle stwierdziłam, że i tak mi się nie uda, więc sobie darowałam. Nienawidzę siebie za to wszystko. Natomiast dziś? Szkoda gadać. Jeszcze gorzej niż wczoraj. Gdybym tylko mogła cofnąć czas.... Mam przynajmniej nauczkę, żeby bardziej się pilnować, jeżeli chcę schudnąć. Ważę 64 kg przy wzroście 170 cm. Wiem, to straszne. Acz bez obaw. Pozbędę się tych zbędnych kilogramów. Przy moim pierwszym odchudzaniu ważyłam 44 kg, więc niby dlaczego teraz miałabym nie dać rady? To wszystko po prostu musi potrwać, dziać się stopniowo. Muszę na nowo przyzwyczaić organizm do takiego stanu rzeczy. Chcę być chuda!
Trzymajcie się.
https://www.youtube.com/watch?v=P-iWs9_kR4I
Polecam francuskich wykonawców. :-)
poniedziałek, 31 marca 2014
sobota, 29 marca 2014
...
Zastanawiałam się czy założenie bloga było dobrym pomysłem, bo zwykle nie lubię się nad sobą użalać, dlatego wahałam się nad tym. Jednak dziś na coś mi się przydał. Mianowicie dzięki temu, że go prowadzę powstrzymałam się od napadu na jedzenie, ponieważ wiedziałam, że jeśli tego nie zrobię to będę mogła napisać o tym notkę, a lepsze to niż fakt, że przegrałam z samą sobą. Wyjaśnię może na czym dokładnie polegają moje napady. Mianowicie każdego ranka budzę się z myślą, że muszę się odchudzać, ale przychodzi wieczór, kiedy się poddaję i zaczynam jeść wszystko na co tylko mam ochotę, a potem? Oczywiście ogromne wyrzuty sumienia. Czasem próbuje zwymiotować, ale praktycznie nigdy mi się nie udaje, więc po odczekaniu jakieś godziny zaczynam ćwiczyć. Dziwię się, że mam stałą wagę, bo przecież po chwilowych głodówkach i nadrabianiu braku kalorii powinnam tyć, a jednak tak nie jest. Choć zapewne mój metabolizm musi być strasznie rozregulowany. Według normalnego człowieka mam zdrową wagę, ale mnie ona nie satysfakcjonuje, wręcz przeciwnie. Okropnie dołuje. Do tego dochodzi fakt jak wyglądam... nienawidzę tego. Miałam się dziś zważyć, ale stwierdziłam, że zrobię to dopiero za tydzień. Chcę sprawdzić ile będę ważyć, gdy przez siedem dni powstrzymam się od napadów. Teraz tylko, żeby udało mi się nad tym zapanować... Wierzę w siebie. Przecież chociaż nad tym uda mi się utrzymać kontrolę.
Dzisiejszy dzień był choć odrobinę lepszy. Oczywiście nie udało mi się rozwiązać problemów, bo to szybko nie nastąpi, ale przynajmniej nie miałam czasu, żeby o nich myśleć. Z drugiej jednak strony teraz nastaje noc, więc obawiam się, że gdy się już położę wszystko do mnie wróci. Zadziwiające ile ostatnio płaczę. Naprawdę to dla mnie rzadkość, ponieważ mało co potrafi wywołać u mnie łzy. Chyba emocje, które mną targają dają o sobie znać. Czy będzie lepiej?
Wiem, że to co piszę jest dość pesymistyczne. Nie jestem pesymistką. Po prostu ostatnio mam dość fatalny okres w swoim życiu.
Poza tym. Dziś się nie głodziłam. Zjadłam nie więcej niż 1000 kcal. Jutro postaram się nie przekroczyć 800.
Dzisiejszy dzień był choć odrobinę lepszy. Oczywiście nie udało mi się rozwiązać problemów, bo to szybko nie nastąpi, ale przynajmniej nie miałam czasu, żeby o nich myśleć. Z drugiej jednak strony teraz nastaje noc, więc obawiam się, że gdy się już położę wszystko do mnie wróci. Zadziwiające ile ostatnio płaczę. Naprawdę to dla mnie rzadkość, ponieważ mało co potrafi wywołać u mnie łzy. Chyba emocje, które mną targają dają o sobie znać. Czy będzie lepiej?
Wiem, że to co piszę jest dość pesymistyczne. Nie jestem pesymistką. Po prostu ostatnio mam dość fatalny okres w swoim życiu.
Poza tym. Dziś się nie głodziłam. Zjadłam nie więcej niż 1000 kcal. Jutro postaram się nie przekroczyć 800.
piątek, 28 marca 2014
Lęk...
Codzienność może przytłaczać. Każdego dnia musimy zmagać się z tym samym, w ten sposób popadając w monotonie. Jak długo można wytrzymać? Przecież niegdyś cierpliwość się skończy, a co wtedy? Czujemy się skończeni, nic nie warci. Właśnie coś takiego odczuwam od jakiegoś czasu. Prawdopodobnie można to nazwać zwykłą chandrą, wpadnięciem w ogromny dołek. Tylko, że w tym wypadku nie widzę wyjścia z sytuacji. Duże problemy w szkole. Pomyśleć, że przez jeden przedmiot mogę zaprzepaścić swoje marzenia, zaś wszystkie moje dotychczasowe starania pójdą na marne. Przez cały dzień zadaję sobie jedno pytanie - po co się przykładam? Jeśli i tak nic nie zostanie docenione. Totalny brak sprawiedliwości.... Przecież inna sprawa gdybym była osobą, która wszystko olewa, ale nie jestem, wręcz przeciwnie. Jestem sumienna i odpowiedzialna. Nie potrafię sobie poradzić z tym wszystkim, czuję się strasznie. W dodatku cała ta sytuacja sprawia, że narasta jeszcze jeden problem. Mam tu na myśli jedzenie. Nie mogę nic w siebie wmusić. Dziś żyję o jednej bułce z serkiem, do tego można doliczyć kilka łyków soku i dwie kawy. Dziwię się, że nie odczuwam głodu, ale jednocześnie jestem usatysfakcjonowana tym, że nie miałam żadnego napadu. Wolę już nie jeść, niż mieć te cholerne napaści na jedzenie, a potem wyrzuty sumienia. Co prawda obawiam się, że jutro mogę nie wytrzymać, ale staram się myśleć pozytywnie pod tym względem. Skoro nie mogę ostatnio mieć kontroli nad sprawami życiowymi, znajdę ją w jedzeniu, dzięki temu osiągając swój cel - 50 kg. Skierowanie myśli na tor jedzenia jest dobrym pomysłem. Zresztą nie muszę ich tam kierować. One i tak zawsze krążą wokół tego tematu od pięciu lat. Mam nadzieję, że nie zawalę również i w tym. Muszę kontrolować to, co jem. Wtedy będzie lepiej, nie będę się czuć aż tak strasznie
Odczuwam straszny lęk. Co gorsza nie wiem, jak się go pozbyć. Czekam na lepszy, nowy dzień. Czy taki nadejdzie? Szczerze w to wątpię.
czwartek, 27 marca 2014
Początki bywają trudne...
Krótki wstęp
Przez długi czas biłam się z własnymi myślami. Nie wiedziałam czy pomysł na założenie bloga jest dobry. Chciałabym w nim zapisywać wszystkie swoje myśli, emocje, wątpliwości.... po prostu mieć miejsce, gdzie mogę z siebie wszystko wyrzucić.
Od kilku lat zmagam się za zaburzeniami odżywiania. Jednakże teraz uważam, że jestem gotowa na to, aby wrócić do wagi, która by mnie satysfakcjonowała, czyli 50 kg. To nie jest taka tragiczna liczba, prawda? Przez ćwiczenia oraz dietę mogę do tego dojść. Koniec z głodówkami, napadami jedzenia. Ciągła kontrola.
Przez długi czas biłam się z własnymi myślami. Nie wiedziałam czy pomysł na założenie bloga jest dobry. Chciałabym w nim zapisywać wszystkie swoje myśli, emocje, wątpliwości.... po prostu mieć miejsce, gdzie mogę z siebie wszystko wyrzucić.
Od kilku lat zmagam się za zaburzeniami odżywiania. Jednakże teraz uważam, że jestem gotowa na to, aby wrócić do wagi, która by mnie satysfakcjonowała, czyli 50 kg. To nie jest taka tragiczna liczba, prawda? Przez ćwiczenia oraz dietę mogę do tego dojść. Koniec z głodówkami, napadami jedzenia. Ciągła kontrola.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
