piątek, 28 marca 2014
Lęk...
Codzienność może przytłaczać. Każdego dnia musimy zmagać się z tym samym, w ten sposób popadając w monotonie. Jak długo można wytrzymać? Przecież niegdyś cierpliwość się skończy, a co wtedy? Czujemy się skończeni, nic nie warci. Właśnie coś takiego odczuwam od jakiegoś czasu. Prawdopodobnie można to nazwać zwykłą chandrą, wpadnięciem w ogromny dołek. Tylko, że w tym wypadku nie widzę wyjścia z sytuacji. Duże problemy w szkole. Pomyśleć, że przez jeden przedmiot mogę zaprzepaścić swoje marzenia, zaś wszystkie moje dotychczasowe starania pójdą na marne. Przez cały dzień zadaję sobie jedno pytanie - po co się przykładam? Jeśli i tak nic nie zostanie docenione. Totalny brak sprawiedliwości.... Przecież inna sprawa gdybym była osobą, która wszystko olewa, ale nie jestem, wręcz przeciwnie. Jestem sumienna i odpowiedzialna. Nie potrafię sobie poradzić z tym wszystkim, czuję się strasznie. W dodatku cała ta sytuacja sprawia, że narasta jeszcze jeden problem. Mam tu na myśli jedzenie. Nie mogę nic w siebie wmusić. Dziś żyję o jednej bułce z serkiem, do tego można doliczyć kilka łyków soku i dwie kawy. Dziwię się, że nie odczuwam głodu, ale jednocześnie jestem usatysfakcjonowana tym, że nie miałam żadnego napadu. Wolę już nie jeść, niż mieć te cholerne napaści na jedzenie, a potem wyrzuty sumienia. Co prawda obawiam się, że jutro mogę nie wytrzymać, ale staram się myśleć pozytywnie pod tym względem. Skoro nie mogę ostatnio mieć kontroli nad sprawami życiowymi, znajdę ją w jedzeniu, dzięki temu osiągając swój cel - 50 kg. Skierowanie myśli na tor jedzenia jest dobrym pomysłem. Zresztą nie muszę ich tam kierować. One i tak zawsze krążą wokół tego tematu od pięciu lat. Mam nadzieję, że nie zawalę również i w tym. Muszę kontrolować to, co jem. Wtedy będzie lepiej, nie będę się czuć aż tak strasznie
Odczuwam straszny lęk. Co gorsza nie wiem, jak się go pozbyć. Czekam na lepszy, nowy dzień. Czy taki nadejdzie? Szczerze w to wątpię.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kochana, mój problem nie jest tak poważny, ale pod względem nauki zmagałam się z podobnymi rozterkami, obecnie nieco odpuściłam studia, ale to studia. Mogę tak sobie zrobić skoro to nic nie warte, a Ty walcz o marzenia! Wywalczysz je, a potem będziesz z siebie dumna. Myślę, że może potrzebujesz z kimś porozmawiać, potrzebujesz bodźca. Czasem wystarczy coś małego, a sprawia, że taki wielki dół puszcza. Nie wiem jak jest u Ciebie, mówię z własnego doświadczenia, a z takimi wielkimi dołami to trochę go mam :)
OdpowiedzUsuńWalcz o swoje marzenia. Ważne, żebyś ty sama doceniła wysiłek, który włożyłaś. Ja żyję zgodnie z zasadą "ile umiem, tyle umiem, ile zrobiłam, tyle mam". Proste i nieskomplikowane :) Zazwyczaj jak coś zawalę, to jest to tylko i wyłącznie moja wina, a jeśli coś dzieje się tak po prostu, jeśli mam pecha - to już nie moja wina, więc nie ma powodów, żeby się zadręczać :)
OdpowiedzUsuń