poniedziałek, 31 marca 2014

Nadzieja.

        Mówi się, że nadzieja jest matką głupich. Czyżby to oznaczało, iż nie warto ją mieć? Ostatnimi czasy nie miałam w sobie ani jednego promyka nadziei. W sumie moje myślenie było bardzo pesymistyczne. Wydawało mi się, że nie dam rady, bo tak właściwie wszystko jest przegrane. Aczkolwiek los bardzo lubi zaskakiwać... Czasem wydaje nam się, że coś jest stracone, a jednak dzieje się coś takiego, co daje nam choć odrobinę otuchy.
Cały weekend chodziłam jak struta. Co chwilę płakałam. Trudno było mi powstrzymać emocje. Nie poznawałam samej siebie. Jak się dziś okazało niepotrzebnie nabijałam sobie tak głowę i na zapas przejmowałam. Cóż, cała ja. Mam strasznie głupi charakter. Wiele spraw biorę zbyt bardzo do siebie. Jak już pojawia się jakiś kłopot nie potrafię myśleć o czymś innym. Mój problem polega na tym, że mam trudności z matematyką. Naprawdę nie rozumiem po co wymyślono, że matura z matematyki ma być obowiązkowa. Przecież to totalny bezsens. Zwłaszcza dla takich ludzi jak ja, które uwielbiają przedmioty humanistyczne i są z nich naprawdę dobre. W każdym bądź razie próbną maturę z matematyki, którą miałam w piątek zdałam. Nie na jakiś zadowalający mnie wyik, ale liczy się jedno - zdałam. Teraz tylko muszę dać z siebie wszystko, żeby z kolejnego sprawdzianu dostać jakąś pozytywną ocenę i problem mam z głowy. Będę mogła na spokojnie zająć się całością matury. W ogóle w tym i w przyszłym tygodniu mam strasznie dużo do roboty.
Wiem, że dla niektórych może moje problemy nie są żądnymi problemami, ale ja naprawdę przejmuję się szkołą. Może zbyt bardzo mi zależy i niepotrzebnie zawsze chcę być najlepsza?
        Niestety, jeśli chodzi o jedzenie dałam ciała na całej linii. Wczoraj wieczorem miałam napad. Jestem strasznie na siebie zła! Nie mam pojęcia, dlaczego podeszłam do tej cholernej lodówki i zaczęłam jeść. Prawie w ogóle nie  myślałam o tym, co robię. Nie pochłonęłam jakoś bardzo dużo, ale wyrzuty sumienia i tak nie dawały mi spokoju. Miałam nawet zamiar iść zwymiotować, ale po namyśle stwierdziłam, że i tak mi się nie uda, więc sobie darowałam. Nienawidzę siebie za to wszystko. Natomiast dziś? Szkoda gadać. Jeszcze gorzej niż wczoraj. Gdybym tylko mogła cofnąć czas.... Mam przynajmniej nauczkę, żeby bardziej się pilnować, jeżeli chcę schudnąć. Ważę 64 kg przy wzroście 170 cm. Wiem, to straszne. Acz bez obaw. Pozbędę się tych zbędnych kilogramów. Przy moim pierwszym odchudzaniu ważyłam 44 kg, więc niby dlaczego teraz miałabym nie dać rady? To wszystko po prostu musi potrwać, dziać się stopniowo. Muszę na nowo przyzwyczaić organizm do takiego stanu rzeczy. Chcę być chuda!
Trzymajcie się.

https://www.youtube.com/watch?v=P-iWs9_kR4I

Polecam francuskich wykonawców. :-)

4 komentarze:

  1. Przeczytałam ten post i hmm... skoro nie zjadłaś jakoś wiele, może to nie był napad, a po prostu zaspokojenie głodu? Z głodem walczy się ciężko, to biologicznie wpisana w nas żądza.

    Życzę Ci powodzenia w realizacji marzeń.
    Ślę trochę motywacji i ciepła ;) Łap! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem co czujesz. To są prawdziwe problemy, nawet dziecko ma problemy. Odczuwam swoje szczególnie, że narzeczony jest 8 lat starszy i jest na innym etapie w życiu i też przy jego jakiś moje wydają się błahe, no ale...
    Co do matury z matematyki sama jestem umysłem ścisłym, więc zawsze narzekałam, że to niesprawiedliwe, iż ja muszę pisać maturę z polskiego, a humaniści z matmy już nie. Byłam drugim rocznikiem, który miał obowiązkową matmę i byłam przepełniona sprawiedliwością, teraz jednak do liceum chodzi moja mama i rozumiem jaki problem mogą sprawić z pozoru proste zadania i również z drugiej perspektywy jak trudno je wytłumaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zacznę komentarz od końca - 64kg to nie jest aż tak dużo przy Twoim wzroście :) Natomiast 44, no to jest poważne wychudzenie, ale skoro to ma dać Ci szczęście....
    Dla mnie nie jest dziwne, że jesteś ambitna, większość z nas jest, a w końcu od matury (jakkolwiek głupi to egzamin) zależy pośrednio Twoja przyszłość bo wyniki niestety decydują o dostaniu się na studia... I choć to już dawno za mną pamiętam ten stres, że się zbłaźnię, że napiszę najgorzej, lub co gorsza obleję ustny polski...
    Powodzenia Słonko :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że 44 to o wiele za mało przy Twoim wzroście, ale jeżeli tak masz czuć się dobrze to wporządku :) Napady zdarzają się nie tylko Tobie, wiem co czujesz.. Moze spróbuj jakiejś diety? Jedz częsciej ale mniej. Ja też walczę z napadami i wiem jakie to okropne..
    Pozdrawiam i trzymaj się! Nie trać sił i wiary! Dąż do osiągnięcia celu!
    :*

    OdpowiedzUsuń