Obiecałam sobie jakiś czas temu, że nie będę uczyła się po nocach. W sumie przez jakąś chwilę mi to wychodziło i rzeczywiście siedziałam przed książkami w dzień, dzięki czemu wieczory miałam wolne i mogłam chodzić wcześniej spać. Niestety chyba moje stare przyzwyczajenia wracają. Po południami śpię, wieczorem zabieram się za naukę, przez co jestem skazana na siedzenie po nocach. Dziś mnie to czeka, z czego nie jestem zadowolona. Nie mam ochoty, ale co zrobić... siła wyższa. Muszę powtórzyć całą Młodą Polskę, więc przede mną urocza noc. Naprawdę lubię polski, ale dziś czuję się bardzo zmęczona. W dodatku nie umiem się na niczym skupić. Ledwo co udało mi się powtórzyć francuski - jutro mam próbną maturę.
Nie mam pomysłu na tą notkę, daruję sobie rozpisywanie. Wspomnę tylko o tym, że z jedzeniem kompletnie mi nie wychodzi. Jestem beznadziejna... Chyba rzeczywiście powinnam znaleźć sobie jakąś dietę, której będę się trzymała albo chociaż wyznaczę sobie dzienną dawkę kalorii, której nie będę mogła przekroczyć. Niby miałam jeść nie więcej niż 1000 kcal, ale czy to nie jest za dużo? Może powinnam zmniejszyć do 800? Zresztą i tak ciągle jestem zagrożona napadami, z którymi wciąż nie umiem sobie poradzić. Pamiętam, że gdy odchudzałam się pierwszy raz nie miałam takich napaści. Wtedy po prostu zarzekłam się, że nie będę jeść i nie robiłam tego. Dużo też ćwiczyłam - basen co tydzień, ćwiczenia w domu, jazda na rowerze.Trwało to około roku. Miałam silniejszą wolę. Nie mam pojęcia, co się ze mną stało.
Postanowienia na jutro? 8000 kcal, ćwiczenia. Mam nadzieję, że jakoś uda mi się znaleźć czas na wysiłek fizyczny. Ilość nauki mnie przeraża. W przyszłym tygodniu wystawienie ocen.
Nastrój mam lepszy, ale jestem zła na siebie o to cholerne jedzenie. IDIOTKA.
Od jutra będzie lepiej. Przecież to tylko ode mnie zależy.
Ania Rubik, uwielbiam ją.
Trzymajcie się chudo!


Rozumiem Cię, bo też przez pewien okres jadłam i jadłam i niby się tym nie przejmowałam, ale jednak wyrzuty się pojawiały. Dopiero niedawno odnalazałm w sobie siłę i dążę do wyznaczonego celu. Siądź i przemyśl na spokojnie czego chcesz, czego pragniesz. Znajdź w sobie silę i motywację do działania! Wierzę w Ciebie, pamietaj że możesz wszytsko!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Mój dzień wygląda podobnie, też siedzę po nocach i dopiero wtedy uczę się i robię prace domowe. Na szczęście już niedługo tego zostało, bo również mam w tym roku maturę. :3 Odnośnie diety, to jeśli Twoim problemem są napady, rzeczywiście lepiej nie rzucać się od razu na głęboką wodę i nie ograniczać drastycznie kalorii. Myślę, że 1000 na początek byłoby ok a później mogłabyś zmniejszać. Z drugiej strony jeśli kiedyś potrafiłaś znaleźć w sobie tą silną wolę, to masz w sobie taką możliwość, więc musisz w to uwierzyć i mocno się starać. No ale wiadomo, że bez wysiłku nie ma efektów. W każdym razie to od Ciebie zależy co postanowisz. Oby Ci się udało osiągnąć cel. ^.^ Dodaję do obserwowanych, będę tu zaglądać. Powodzenia. <3
OdpowiedzUsuń1000kcal nie wygląda źle.
OdpowiedzUsuńPodobno osoby uczące się nocą są inteligentniejsze. Ja mam odwrotnie, wstaję przed ósmą nawet jak mam wolne i uczę się maxymalnie do 22, nawet jakbym miała multum nauki to dalej nie jestem w stanie. Nigdy nie przekroczyłam tej godziny, bo potem nic mi nie wchodzi.,
Powodzenia.