piątek, 4 kwietnia 2014

Jak to jest, że naszym życiem włada jedzenie? Moim zdaniem to kolejna rzecz, która nas zniewala. W końcu od pokarmów jesteśmy zależni. Dają nam siłę, energię, dzięki temu możemy funkcjonować. Normalna sprawa, że człowiek musi jeść. Choć mnie osobiście przeraża fakt, gdy mijam w szkole czy na ulicy osoby, które jedzą bez pohamowania. Oczywiście do najszczuplejszych nie należą. Nie rozumiem takiego zachowania. Bo przecież potem narzekają, że są za grubi, co gorsza nie mają pojęcia skąd to wszystko się bierze. Mniej batoników, kebabów i frytek - na pewno schudniesz. Co innego gdyby chociaż mieli jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Podobno wszystko jest dla ludzi. Aczkolwiek należy znać umiar. W tych czasach ludzie go nie znają.
Często zastanawiam się czy ze mną wszystko jest w porządku. Czy moje ciągłe myślenie o jedzeniu można nazwać obsesją? Czy przesadzam? Czy niepotrzebnie krytykuje innych? Oczywiście nigdy nikogo nie wyzwałam, nie powiedziałam prosto w twarz, iż uważam, że jest za gruby czy że za dużo kalorii przyswaja. To jedynie moje skryte myśli. Zresztą przecież ja samej siebie nie nazywam szczupłą. Wręcz przeciwnie - uważam, że jestem bardzo gruba. W innym wypadku nie starałabym się stracić na wadze. Mimo wszystko przynajmniej mam tą świadomość, że coś jest nie tak i powinno być lepiej. Nie mówię, że każdy ma się odchudzać, ale odrobina racjonalnego wyboru jedzenia nie zaszkodzi.
Chociaż.... to może jednak ze mną jest coś nie tak?
Mam dosyć tego, jak moja mama codziennie się mnie pyta, co ma zrobić dziś, jutro, pojutrze na obiad. Jakby posiłki były najważniejsze. Właśnie wtedy odczuwam, że jedzenie nas zniewala. Niektórzy żyją od posiłku do posiłku. Dla mnie to chore. Zwykle staram się odpowiedzieć coś mamie, żeby nie podejrzewała, że się znów odchudzam. Gdyby się domyśliła od razu nastraszyłaby mnie psychiatrą, do którego niegdyś miałam skierowanie. Przez to zaczęłam wtedy jeść. Wystraszyłam się. Gdy już zaczęłam.... nie potrafiłam skończyć. Obecnie nie mogę doprowadzić do podobnej sytuacji, więc swoją "dietę" trzymam w tajemnicy. Swoją drogą dziwne, że domownicy nie zauważyli moich napadów. Cóż, pewnie dlatego, że zwykle nie ma nikogo w domu, a gdy już są bardzo się kryję z tym wszystkim. Jakoś muszę sobie radzić.

Nie mogę się doczekać, kiedy moja waga pokażę 59 kg. Zdaję mi się, że gdy będę się pilnowała (mam tu na myśli napady) nawet szybko uda mi się schudnąć. Waga zawsze spadała mi dość szybko, jeśli tylko ograniczyłam kalorię. Pamiętam, że po raz pierwszy schudłam na diecie 1200 kcal, a przecież to nie jest mało. I to szczęście, gdy waga pokazała 52 kg. Nigdy tego nie zapomnę. Uwielbiałam, gdy ludzie mówili mi jaka chuda jestem, że kości mi wystają. Cudowna sprawa, choć w moim mniemaniu wcale nie uważałam się za szczupłą. Teraz jednak gdy patrzę na stare zdjęcia, rzeczywiście mogę stwierdzić, że byłam dość koścista. 44 kg przy wzroście 170 cm. Nawet nie chcę ważyć tak mało . 50 zdecydowanie mnie usatysfakcjonuje.


Przyznam szczerze, że dziś strasznie zmagałam się z samą sobą. Z ledwością powstrzymałam się od napadu, ale udało się. Motywuje mnie myśl, że niedługo moje ubrania staną się luźniejsze, będę lepiej wyglądała. Nie będę już tłustą świnią. Muszę uzbroić się w silną wolę i cierpliwość.
Bilans na dziś wynosi: 700 kcal. Zawsze zaokrąglam do pełnej liczby. Wolę zawyżyć, aniżeli policzyć za mało.

Buziaki!

2 komentarze:

  1. Też często się zastanawiam czy nie myślę zbyt często o jedzeniu, ciągle widzę i liczę kalorie, ale nie potrafię chyba inaczej..
    Ciesze się ze powstrzymalas się od napadu! To jets naprawde pełne podziwu! Mi tez się ostatnio udało także piona :)
    Trzymaj się i wierzę że osiągniesz swój wymarzony cel <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej, rzeczywiscie chudziutka bylas ♥ zazdro :*
    Trzymaj sie, masz racje.
    Piekny bilans <3 lepszy od mojego :P

    Pozdrawiam, motylek.

    OdpowiedzUsuń