Nie miałam napadów codziennie. Jeśli ich nie miałam jadłam około 800 kalorii. Chciałabym taką dawkę utrzymać codziennie. Będę się starała zapisywać ilość jedzenia jaką zjadłam, nawet w takie dni, kiedy będę miała napaść.
Wciąż nie potrafię sobie wytłumaczyć skąd biorą się te napady, mimo iż mam świadomość, że po nich czuję się fatalnie. Jednak jem, jem, jem… wpycham w siebie. Nawet nie próbuję już zwymiotować, bo i tak mi nie wychodzi. Jedynie zaczynam płakać i użalać się nad sobą, a tego nie znoszę.
Dzisiejszy bilans: pepsi light, makaron z sosem, kajzerka z serem, kanapka z wędliną, dwa jogurty, pomarańcza, zupka chińska, kawałek czekolady, gorzka kawa i herbata. Ćwiczenia? Brak. Nie liczę nawet kalorii, ponieważ wiem, że wyjdzie ich bardzo dużo. Nie chcę wiedzieć ile. Słowo „DUŻO” mówi samo za siebie. Tak właśnie mniej więcej wyglądają dni, kiedy się obżeram, choć są i gorsze, gdy pakuję w siebie Fast Foody, choć to dzieje się bardzo rzadko, bo szkoda mi pieniędzy. Potrafię myśleć choć odrobinę racjonalnie. Najgorzej jest, gdy zacznę w południe. Wtedy jem przez cały dzień, gdyż i tak wydaje mi się, że wszystko zaprzepaściłam. Gdy napad mam wieczorem, co z jednej strony jest lepsze, bo zjem znacznie mniej, ale w takim wypadku wyrzuty sumienia są gorsze. Cały dzień wytrzymam, aż tu nagle jedna chwila zaważy na sukcesie.
Jeśli nie przestanę – nigdy nie schudnę. Wiem o tym, więc dlaczego brnę dalej w to gówno?
Mam jutro dość stresujący dzień, przez który boję się, że nie wytrzymam. Zwykle, gdy jestem wkurzona – jem. W sumie najlepiej się czuje, kiedy odczuwam pustkę. Wbrew pozorom naprawdę lubię uczucie głodu. Więc może muszę przestać jeść całkowicie? Nie… to byłoby zbyt szkodliwe. Nie mogę na aż takie drastyczne zmiany narażać swojego organizmu. Niestety mam tak, że gdy nie jem zupełnie nic czuję się dobrze, ale gdy już zjem jakiś posiłek, nawet mało kaloryczny, zaczynam myśleć o napadzie. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak mam.
Mam nadzieję, że jutro będę mogła napisać ładny, idealny bilans. Pewnie gdybym teraz nie miała tyle na głowie już dawno bym się załamała, a tak to nie mam nawet, kiedy myśleć o tym jaka beznadziejna jestem.
Nie ufam sobie samej. Chwila słabości zmienia wszystko. Radość przemienia się w smutek. Gubię się w tym. Jestem gruba. Wszędzie gdzie jestem słyszę głos, który powtarza mi do ucha "jesteś gruba".

hmm... musisz odzyskać kontrolę. zacząć nad sobą panować. jeśli Ty sama nie sięgniesz po jedzenie i nie włożysz go do ust, to nikt inny też tego nie zrobi. masz wolny wybór.. ja wiem jak to jest mieć napady, bo kiedyś je miałam co chwilę. ciężko jest z tym skończyć, ale da się. teraz kiedy tylko zaczynam mieć jakieś myśli typu "fajnie byłoby zjeść to i to" to po prostu zaraz się na siebie wściekam i wiem, że sobie na to nie pozwolę. czasem czuję, jakbym niemal siłą odciągała się od jedzenia, tak strasznie ze sobą walczę. no ale wygrywam.. i Ty też możesz . nieważne jak bardzo masz ochotę coś zjeść, nie wolno się poddać. i tak masz szczęscie, że waga stoi w miejscu i nie tyjesz, przynajmniej tyle dobrego. nie myśl, że "chwila słabości zmienia wszystko", właśnie że nie zmienia. Ty nie jesteś słaba tylko silna i tak trzeba myśleć. bo jak wierzysz, że jedzenie ma nad Tobą kontrolę to się staje prawdą. trzymaj się jutro i wracaj z ładnym bilansem. może być ciężko ale dasz radę.<33
OdpowiedzUsuńNie jesteś beznadziejna. Może po prostu, gdy jadłaś przez jakiś czas ok.2000kcal to teraz gdy starasz się zjeść 200 to jest to na początek za mało? Twój organizm myśli, że umierasz i od razu zaczynasz sobie wmawiać, że musisz coś zjeść. Myślę, że dobra byłaby dla Ciebie dieta od 500 do 1000 kcal. Nawet przy tym 1000 ładnie byś schudła :) Na początku byś się przyzwyczaiła do tych kalorii, które jesz i byś zaczęła je zmniejszać z dnia na dzień. Z drugiej strony może boisz się przestać jeść? Jeżeli tak jest, to się nie bój! Jestem z Tobą! :* Wierzę w Ciebie!! Nie poddawaj się, bo to najgorsze co możesz zrobić. Uda Ci się osiągnąć wymarzoną wagę kochana! W ogóle ostatnio odkryłam, że nie jestem wcale głodna i nie mam ochoty nic jeść jak wypiję szklankę coca coli zero :D Dziwne, bo kiedyś tak nie miałam i chciało mi się jeść więcej po wypiciu tego, ale Może na Ciebie też to zadziała? :)
OdpowiedzUsuńTrzymam za Ciebie kciuki! Wiem, że Ci się uda! :* <3
Chyba się rozumiemy, też coś takiego mam. Przecież nie chce zawalić diety, wiem, że to głupie, a jednak rzucam się na jedzenie jak wariatka, jem spokojnie, ale sięgam po kolejny jogurt czy pieczywo chrupkie, czy wafel ryżowy czy cokolwiek i nie czuję się najedzona. Organizm robi nam wodę z mózgu. Nie obwiniaj siebie, większość osób na diecie ma z tym kłopot i to zarówno na takiej po 300kcal jak i na takiej po 1400. Teraz się podniosłaś i będzie już lepiej.
OdpowiedzUsuń