piątek, 11 kwietnia 2014

Czuję się strasznie. Chce mi się płakać. Tym razem nie z powodu napadu, a wręcz przeciwnie – udało mi się wytrzymać. Jestem tuż przed tym, by upaść. Boję się, że wystarczy jeszcze chwila i zawalę. Znów… Mam świadomość tego, że gdy to zrobię będę żałowała, ale jednocześnie napływają mi do głowy myśli „dziś zrób to ostatni raz, zacznij od jutra”. Staram się ich nie słuchać, choć przychodzi mi to z ogromną trudnością. Z drugiej jednak strony inna połowa mnie woła „jesteś gruba, przestań jeść”. M Jestem strasznie rozbita. Łzy napływają mi do oczu. Dlaczego to musi być takie trudne? Przez cały dzień było dobrze. Bilans na dziś wynosi 690 kalorii. Satysfakcjonuje mnie. Ale… to cholerne ale. Dam radę, nie poddam się! W końcu przyzwyczaję się do obniżonej dawki kalorii. Muszę być tylko cierpliwa, a z tym ostatnimi czasy mam problem.
Staram przypomnieć sobie uczucia, które mi towarzyszą po chwili napadu. Jest wtedy jeszcze gorzej niż teraz. Moment, kiedy siedzę w łazience, próbując wyrzucić z siebie wszystko, a potem płacz i lament, gdy mi nie wychodzi i muszę trzymać w sobie jedzenie.

Pisanie pomaga mi, uspokaja. Jestem silna, dam radę. Już wytrzymałam. Mam jeszcze w planach poćwiczyć, co uczynię za chwilę. Ogólnie rzecz biorąc dziś źle się czuje. Cały dzień boli mnie głowa. Dobrze, że nie muszę niczego się uczyć, bo nie dałabym rady. Odpocznę sobie, poukładam w głowie wszystkie myśli i będzie dobrze. Za tydzień wejdę na wagę, która pokaże chociaż kilogram mniej. Emocje powoli opadają. Ochota na jedzenie również.

Tym razem nie będę beznadziejna.
To ze mną nie wygra.
Trzymam kontrolę.
Jestem silna.
Staram się być perfekcyjna.


Przeraża mnie fakt, że matura zbliża się aż tak wielkimi krokami. Kompletnie nie jestem na nią przygotowana. Koniec szkoły? Przecież to abstrakcja. Co będę robiła potem? Owszem, niby mam mniej więcej poukładane, co chcę w przyszłości robić, na co się kierować, ale jednocześnie tak wiele wątpliwości. Nie wiem czy podołam. Jest kwiecień, a jeszcze niedawno temu był wrzesień. Chyba nie jestem gotowa na kolejny etap życia, być może wyprowadzkę do innego miasta, samodzielne życie. Wiem, że mam jeszcze trochę czasu, że pierw muszę zdać maturę, dostać się na studia, ale przecież czas leci tak nieubłaganie szybko. Teraz weekend, odrobina odpoczynku, choć będę starała się wykorzystać ten czas na naukę, żebym potem nie żałowała, że nie dałam z siebie wszystkiego.

Miałam dziś dobry nastrój. Niestety teraz gdzieś się ulotnił. Mam dziwne wahania nastroju. W każdym bądź razie mogę powiedzieć – wytrzymałam. Zjadłam 690 kalorii. 



Buziaki! Mam nadzieję, że u was lepiej. Dziękuję wam za każdy komentarz. To naprawdę motywuje.



8 komentarzy:

  1. Nie ma zaczynania od jutra, a ostatni raz był ostatnim razem! Kochana, jakby to było łatwe to wszyscy byłybyśmy chudziutkie, dlatego musimy "chwilę" pocierpieć.
    Ehhh... matura, szkoda słów. Co do mojego wyboru przedmiotów to jest on tai duży ponieważ wymyśliłam sobie... prawo u UJ w Krakowie :D
    Trzymaj się tam! I ani mi się waż zepsuć tak ślicznego bilansu!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Było trudno ale wytrzymałaś i nie możesz tego teraz zawalić. Znowu chcesz zaczynać "od jutra"? Dla większosci, która tak postępuje niestety zamienia się to w końcu w "od nigdy". A skoro już zaczęłaś to teraz z każdym kolejnym dniem będzie coraz łatwiej nad sobą panować. Tylko słuchaj tej swojej rozsądniejszej połowy... tej, która ma kontrolę nad tym co je. Nie będziesz się przecież poddawać jedzeniu, prawda? Powodzenia, trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  3. dobrze sobie radzisz, wyrzuty sumienia to norma przy tym wszystkim i Twoja reakcja - płacz. Tzn. że jesteś świadoma tego co robisz, a głupotą byłby gdybyś postępowała wbrew sobie, ale jeżeli tego nie chcesz, to lepiej żebyś jadła mniej niż cierpiała duchowo. I pamiętaj że jesteś silna, a co do przyszłości, wybór ewentualnych studiów to jeszcze nic, w porównaniu do życia, więc TERAZ powinnaś się bardziej martwić jak wykorzystać pozostałą młodość, a ja trzymam kciuki, żebyś odnalazła to, czego pragniesz :) :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Walczysz i za to Cię podziwiam. Trudno walczyć. Wbrew pozorom ma się w głowie taki mętlik, że ciężko cokolwiek zrobić. Nie możesz zawalić, skoro już walczysz z tymi głosami w głowie to teraz bezsensu im się oddawać.
    Co do końca szkoły to ja jestem na podobnym etapie, tyle, że będę kończyła studia w połowie przyszłego roku i też się tej dorosłości boję, pracy szczególnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. To widzę z nauką jesteśmy na tym samym etapie:C
    Walcz kochana. Jest ciężko, ale już niedługo będzie cudownie:) Zobaczysz:)
    Trzymaj się♥
    ps. mogłabyś wyłączyć weryfikację obrazkową? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łatwo się mówi, że masz się nie przejmować maturą, ale rzeczywiście nie warto. Wszyscy tylko straszą i robią wokół tego jakąś chorą atmosferę. Rzeczywiście denerwowałam się cholernie pierwszym egzaminem, a potem... poszło już z górki. Też się bałam, że jest jeszcze tyle rzeczy, których nie umiem i że zabraknie mi czasu... I świetnie napisałam maturę. Bałam się też jak będzie wyglądać moje nowe życie po liceum. I jest dobrze. Byle tylko się nie bać, nie generować takich bezsensowych, negatywnych myśli, bo na cholerę? One i tak nie pomogą :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana nie poddawaj się! Codziennie mów sobie, 'byle do jutra, dam radę' i spójrz na efekty!! Musi być dobrze. Hmm może lepiej jak nie myśl o maturze. A co masz zamiar robić dalej w przyszłości? Jakieś choćby najmniejsze wizje masz? I jakie studia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym studiować dziennikarstwo z językiem i kulturą francuską. Takie moje małe marzenie, choć nie jestem pewna czy się dostanę.

      Usuń