poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Od kilku lat zataczam błędne koło. Jestem uwikłana w klatce zaburzeń odżywiania. Sama nie wiem, dlaczego tak się stało. Przecież nigdy nie byłam otyłym dzieckiem. W dodatku mam bardzo chude kości, drobne dłonie i stopy. Mimo wszystko - nie potrafię zaakceptować siebie samej. Nienawidzę swojego ciała tak bardzo, iż za wszelką cenę pragnę je zmienić. Czy to kiedyś się skończy? Rzeczywiście... mam nadzieję, że gdy dojdę do 50 kg, wreszcie poczuję się lepiej we własnym ciele. Bo tu nie chodzi tylko o mój organizm. Cierpi również moja psychika oraz dusza. Głowa pęka mi od natłoku myśli o odchudzaniu, od liczenia kalorii, lecz jednocześnie nie potrafię przestać. Poza tym wydaję mi się, że gdybym coś zmieniła - wbrew pozorom poczułabym się gorzej. Zaczęłoby mi czegoś brakować. Targają mną skrajne emocje. Chciałabym żyć normalnie, a jednocześnie nie umiem sobie wyobrazić innej drogi.
Wiecie, co mnie jeszcze boli? Wszyscy ludzie, którzy mnie otaczają są ślepi. Nikt z nich nie zauważył, że wciąż mam problem. Powinnam się cieszyć, ponieważ dzięki temu nie jestem tak bardzo kontrolowana, ale mam żal... ludzie tak naprawdę nie interesują się innymi. Moja mama wciąż gada o swojej pracy albo, że jest brudno w domu, a brat? On natomiast zajęty jest swoimi pasjami. Nawet nie mam osoby, z którą szczerze mogłabym porozmawiać na te tematy. Kiedyś, a tak właściwie całkiem niedawno, próbowałam rozmowy z "przyjacielem". Wyznałam mu, co mnie dręczy, ale nie zauważyłam, żeby wziął to do serca. Chyba nawet mógł mi nie uwierzyć, choć prawdopodobnie tylko ja odniosłam takie wrażenie.

Marzę o tym, by spotkać na swej drodze bratnią duszę. Wiem, że to trochę błahe, takie zwykłe, ale każdy z nas chciałby mieć prawdziwego przyjaciela. Nie musi nawet dzielić takich samych pasji, nie musi być idealny, może mieć wady. Najważniejsze, by potrafił słuchać oraz mówić. Nie lubię, gdy ludzie tylko słuchają i sami nic od siebie nie wnoszą. Jest moment, gdy należy kogoś wysłuchać oraz taki, gdy doradzić, albo powiedzieć proste słowa "będzie dobrze". Co prawda teraz nie czuję się aż tak bardzo samotna, jak ponad rok temu. Od wakacji aż do grudnia miałam dość burzliwy czas, dlatego gdy nastał spokój byłam bardzo zadowolona. Zauważyłam, że gdy mam zbyt dużo momentów dla siebie tęsknie za chwilami, które spędzałam z innymi, a gdy już jestem z kimś - marzy mi się odrobina samotności. Nie potrafię znaleźć złotego środka. We mnie tkwi wina? Odpycham ludzi od siebie?
Samotność nie zawsze musi mieć coś wspólnego z brakiem towarzystwa. To dość ciekawe stwierdzenie. Pojęcie to bardzo mnie interesuje. Dlaczego ludzie są niezrozumiani przez innych? To ich wina?

Święta, święta... zaraz po świętach. A ja? Jestem w proszku. Przez tą atmosferę wypadłam z rytmu uczenia się. Znów powracają myśli, że jestem bez niczego, że nie zdam matury. Jutro muszę się pouczyć. Zresztą, przecież ja jeszcze nie mam dokończonej prezentacji! Olać święta - czas na zapierdziel. Minie jak do tej pory najgorszy dla mnie okres i nadejdą wyczekane wakacje.

Bilans: 780 kalorii. Tak, udało się. Jutro? Zjem jeszcze mniej. Co więcej - nie jestem głodna.

Mam nadzieję, że wy również dajecie radę z dietami. Buziaki!

6 komentarzy:

  1. Czuję się dokładnie tak samo niby samotna, ale gdy już mam towarzystwo to nagle pragnę być sama.. Wspieram Cię, trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Też marzę o tym, żeby mieć prawdziwego przyjaciela. A raczej kiedyś marzyłam, bo teraz już w to nie wierzę... przyjaźń jest chyba dla ludzi normalniejszych ode mnie. Odnośnie samotności to ja wśród ludzi odczuwam ją jeszcze dotkliwiej niż siedząc w swoim pokoju. Niestety nie odpowiem na to, dlaczego ludzie są nierozumiani przez innych bo ja w kwestii kontaktów międzyludzkich jestem totalną katastrofą. ;x Też powinnam się uczyć do matury, ale już nawet tego mi się nie chce... cóż, chyba czeka mnie poprawianie za rok. Mam nadzieję, że chociaż Tobie dobrze pójdzie i zdasz na tyle na ile byś chciała. Z jedzeniem widzę coraz lepiej, opanowałaś napady. Gratuluję! Trzymaj się <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Samotność. Wiesz jak jest u mnie? Zapewne podobnie jak u Ciebie. Mam znajomych i przyjaciół, ludzi z którymi na co dzień trzymam wspaniały kontakt, jestem uśmiechnięta i żartuję,a mimo to czuję, że z 'tym' jestem sama. Choć kiedyś zwierzyłam się przyjaciółce, to mam wrażenie, że Ona bardzo boi się o coś zapytać, no bo gdyby było źle to i źle wyglądałabym, co nie? Dieta i jedzenie zajmuje całe życie, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, a samotność jest na porządku dziennym, bo chyba nie zdarzy się tak, że prawdziwy przyjaciel nie będzie chciał Cię z tego wyciągnąć, a Ty na przekór uparcie będziesz na diecie.

    suuper że nie czujesz głodu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. chce przyjciela, który mnie nei zostawi mimio tego, ze powiem mu o sobie wszystko ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Spotkasz bratnią dusze, czeka gdzieś na Ciebie zobaczysz. To nadchodzi z zaskoczenia.
    Trzymaj sie chudo <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Od zawsze mam skrajną niedowagę- może u faceta to nie jest takie istotne ale..to nie waga jest wyznacznikiem tego, czy czujemy się dobrze we własnym ciele. To zaczyna się w innych miejscach duszy, mam takie wrażenie. To ,czy czujemy się dobrze ze sobą.

    I każdy chce mieć kogoś takiego bliskiego, po prostu takiego, kto czasem rozśmieszy do łez a czasem pozwoli się wygadać, otrze nawet łzy. Więc cóż...życzę ci, aby ktoś taki stanął na twojej drodze.
    I każdy potrzebuje czasem ludzi a czasem samotności, chwil dla siebie tylko.
    To jak najbardziej naturalne moim zdaniem.

    I powodzenia w nauce:)

    OdpowiedzUsuń