Święta mnie przerażają. Góra jedzenia, zapachy rozchodzące się po całym mieszkaniu. Tak trudno jest mi się powstrzymać przed spróbowaniem, ale wiecie co? Daje radę. Mimo, że dziś gotowałam - robiłam ciasta, sałatki - niczego nie spróbowałam. Żadnego słodkiego ciasta z przepyszną polewą, czy kawałka kiełbasy. Zupełnie nic! Jestem z siebie naprawdę dumna, ponieważ to wielkie wyzwanie. Mam nadzieję, że tak już będzie do końca świąt. Staram się myśleć pozytywnie.
Jednakże obawiam się trochę jutra. Wiem już, że będę trzymała kontrolę, bo po prostu wierzę w siebie, ale nie mam pewności czy moja mama niczego nie zacznie podejrzewać. Pierw śniadanie, które w ten czas jest bardzo wystawne, dodatkowo całą rodziną siedzimy przy wspólnym stole. Jak mam jeść (a raczej udawać, że jem), gdy wszyscy wpatrują się we mnie? Będzie ciężko, ale myślę że dam radę. Udało mi się jakoś wpłynąć na mamę i namówiłam ją do zrobienia sałatki z brokułów i jogurtu naturalnego. Tym trafem będę miała coś, co będę mogła wziąć do ust przy wszystkich, a jednocześnie nie ładując w się zbyt dużo kalorii. Zresztą nie śniadaniami czy kolacjami się martwię - gorzej z obiadem. Niby mama jest przyzwyczajona do tego, że nigdy nie jem smażonego, więc musi mi gotować mięso i o dziwo nie stawia żadnych oporów, ale i tak się boję, bo wolałabym w ogóle zrezygnować ze zwyczajnego obiadu, natomiast zastąpić go czymś lekkim. Cóż, teraz chyba nie będę miała takich możliwości. Wielka szkoda, co jednak nie oznacza, iż zamierzam załamać daną obietnicę i zjeść ponad 1000 kalorii. O nie! Wszystkie zasady jak najbardziej pozostają w normie. Aczkolwiek po świętach zmniejszę dawkę do 800, gdyż i tak zauważyłam, ze spokojnie się mieszczę. Bilans na dziś wynosi: 720 kalorii. Ćwiczyłam również, staram się codziennie. Jest dobrze, choć może być jeszcze lepiej.
Dodatkowo na noc naoglądałam się jakiś głupich programów kulinarnych, przez uczucie głodu się wzmogło. Od zawsze lubiłam gotować i oglądać tego typu rzeczy. Uwielbiam patrzeć, gdy ludzie jedzą, a w szczególności to, co zostało przygotowane przeze mnie samą.
Zauważyłam, że nigdy w swoim domu nie byłam zrozumiana przez innych członków. W sumie nie wiem nawet skąd to się bierze. Ciągle jakieś pretensje. Szczerze? Mam tego dosyć. Z ledwością się dziś powstrzymałam przed tym, by na kimś nie wyładować wszelkich emocji, które we mnie siedziały. Jestem bardzo podirytowana. Złoszczę się z byle powodu. I wciąż ten głos w głowie, który krzyczy, że jestem za gruba. Nienawidzę wylewającego się tłuszczu. Słucham tego głosu, ponieważ on buduje we mnie motywacją do schudnięcia.
Trzymajcie sie. Dużo wytrwałości w święta.


Mam nadzieję, że święta przetrwasz szczęśliwie poniżej 1000 kcal, ale z tego, co piszesz, powinno Ci się udać ;) Wytrwałość w święta, owszem, przyda się - Ty również bądź silna. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńŻyczę utrzymania dobrego bilansu i gratuluje silnej woli przy gotowaniu dzisiaj. Poszło Ci super . :) co do głodu ... lubie to uczucie. Czuje, że chudne, a jego brak wywołuje we mnie niepokoju :D
OdpowiedzUsuńUwielbiam brokułu, może uda Ci sie przekonać do nich jutro mame.
Wesołych i chudych świąt <3
Z takim podejściem musi Ci się udać i tego Ci życzę :) Świetnie sobie radzisz. Motywujesz do działania.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam <3
Chciałam jeszcze Ci podziękować. Twoje słowa dają mi dużo wsparcia :) Jest ciężko, ale dam radę. Trzymaj się :*
UsuńNie masz za co dziękować! Na pewno dasz radę. Obie damy radę, będziemy szczęśliwe! Trzymaj się kochana.
Usuń