czwartek, 3 kwietnia 2014

63 kg.

        Zacznę od tego, że dzisiejszy dzień rozpoczęłam wyjątkowo dobrze. Z samego rana natchnęło mnie, żeby się zważyć i okazało się, że ważę 63 kg. Wiem, że jeden kilogram to nie jest dużo, ale jeśli patrzeć przez pryzmat tego, że ostatnio w ogóle nie trzymałam się diety, miałam ciągłe napady, to jestem zadowolona z tego maleńkiego wyniku. Dało mi to ogromną motywację. Dziś udało mi się wytrzymać. Cały czas wmawiałam sobie, że to ode mnie zależy czy będę miała napad, czy nie. Muszę przywrócić swoją dawną silną wolę. Także bilans na dziś wynosi: 650 kcal. Jestem z siebie zadowolona. W sumie mógłby wynosić jeszcze mniej, ponieważ kompletnie nie miałam apetytu, więc mogłam sobie darować kolację, ale stwierdziłam, ze na początku nie będę przesadzała. Do wszystkiego dojdę małymi kroczkami. Zresztą obawiałam się, że jeśli jeszcze czegoś nie zjem to potem rzucę się na jedzenie, a przecież chcę tego uniknąć. Przede mną ćwiczenia, które sobie zaplanowałam. Postaram się poćwiczyć chociaż pół godziny. Niestety na więcej czasu nie znajdę. Całe szczęście, że nadchodzi weekend, co sprawia, że będę miałam znacznie więcej wolnych chwil. Może uda mi się wyjść pojeździć na rowerze? Pogoda chyba zapowiada się całkiem dobrze. Moje następne osiągnięcie dziś to fakt, że udało mi się odmówić, powiedzieć "nie". Po szkole wybrałam się z koleżankami na miasto załatwić parę spraw, po czym stwierdziły, że są głodne, zatem poszłyśmy na frytki. Reasumując - to one poszły na frytki, a ja jedynie piłam colę dietetyczną. Nawet nie miałam ochoty na to tłuste jedzenie. W końcu frytki do najzdrowszych nie należą. To puste kalorie, które ludzie w siebie ładują, a potem narzekają, że mają nadwagę. Chciałabym, żeby za każdym razem udawało mi się odmawiać. Uda mi się, uda - powtarzam to sobie cały dzień. Właśnie piję gorzką herbatę i jak zwykle siedzę w książkach, potem chwila przerwy na ćwiczenia. Zdecydowałam się, że będę robiła A6W. Już kiedyś przez to przeszłam. Nie wiem jak wy, ale ja uważam, że to pomaga na płaski brzuch, jeśli jeszcze dołożyć dietę i inne ćwiczenia. Dziś pierwszy dzień. Ciekawe czy uda mi się przez to  przebrnąć.

Mała motywacja:





"Śmieszną rzeczą jest życie - ten tajemniczy splot bezlitosnej logiki do błahego celu." - nie wiedząc dlaczego jeden z moich ulubionych cytatów.

2 komentarze:

  1. No to ładny bilans, możesz być z siebie dumna, i jeszcze udało Ci się powstrzymać od jedzenia na mieście, super. Dobry początek, oby tak dalej. Mnie śmieszą ludzie, którzy narzekają na nadwagę a później idą jeść frytki, to żałosne. Mam nadzieję, że Ci się uda, tylko musisz być silniejsza od napadów. Nie pozwól, by one Tobą rządziły. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję silnej woli :* Były napady, ale z takim podejściem twoim świetnym pewnie ich unikniesz :* albo przeciwstawisz się :*
    Oby tak dalej kochana, trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń