niedziela, 13 kwietnia 2014

Wieczory są najgorsze, ponieważ wtedy z jeszcze większą trudnością przychodzi mi powstrzymanie od jedzenia. Dziś nawet o godzinie 22 miałam myśli, by rzucić to wszystko w cholerę i po prostu zacząć normalnie jeść, ale wiem, iż wtedy nie potrafiłabym funkcjonować, dlatego jakoś udało mi się opanować. Co prawda z ledwością wygrałam, ale dzięki resztkom silnej woli osiągnęłam dziś sukces. Także bilans wynosi: 790 kalorii. Chyba nie jest źle. Wydaję mi się, że jeśli będę jadła około 1000 kalorii, to i tak uda mi się schudnąć. Początkowo lepiej nie przesadzać, a może stopniowo uda mi się wyleczyć z napadów.  Dodatkowo miałam dość aktywny dzień. Nie ćwiczyłam, ale w zamian dwie godziny chodziłam po mieście z bratem (on robi gorzej zakupy niż kobieta, na nic nie może się zdecydować), przez dwie godziny prasowałam ubrania, po południu biegałam za czteroletnim siostrzeńcem. Takie dzieci są naprawdę ruchliwe, więc można przy nich stracić sporo kalorii.
Mimo wszystko… teraz odczuwam duże uczucie głodu. Z chęcią bym coś zjadła, ale nie mogę. Rano czeka na mnie pyszne śniadanie. Nigdy ich nie jadałam, ale od niedawna stwierdziłam, że lepiej będzie, jeśli będę to robiła. W końcu to najważniejszy posiłek dnia. Swoją drogą zastanawiam się czy wyeliminować całkowicie ze swojej diety pieczywo. Myślę, że wtedy mogłabym sporo schudnąć, ale z drugiej strony czym mogłabym je zastępować? Ciemne jest zdrowsze, ale prócz pełnoziarnistych bułek czy grahamek, mi nie smakuje. Poza tym nawet takie jest bardzo kaloryczne. Mam jeszcze taki problem, że wcale nie odczuwam pragnienia. Nie chcę mi się pić. Wiem, że to źle, bo jeśli się odchudzam powinnam spożywać bardzo dużo wody, ale  nawet o tym nie pamiętam i rzadko kiedy sięgam po jakikolwiek płyn – oczywiście prócz kawy, której jestem w stanie wypić ogromną ilość. Muszę to zmienić.

Jestem głodna, jestem głodna, jestem głodna… co z tego. Przecież w końcu przyzwyczaję się do takowego stanu, Wmawiam sobie, że uczucie głodu jest dobre.
To nie uczucie głodu, to uczucie zwycięstwa.
Póki co jednak jestem jeszcze sceptycznie nastawiona do samej siebie. Niejednokrotnie udawało mi się wytrzymywać bez napadów jakieś cztery dni. Będę zadowolona, gdy za tydzień wciąż będę trzymała kontrolę. Choć mam przeczucie, że tym razem będzie zupełnie inaczej, że wreszcie podołam i nie zawiodę samej siebie. Chciałabym, aby moja waga wreszcie pokazała piątkę z przodu. Będzie to dla mnie bardzo szczęśliwa chwila.

Niestety dziś w ogóle się nie uczyłam, więc jutro czeka mnie dzień nadrabiania czasu, który straciłam. Wszystko przez niezapowiedzianą wizytę siostry. Nigdy nie umiem jej odmawiać, dlatego zgodziłam się popilnować jej malucha. Uwielbiam zajmować się dziećmi. Przynajmniej na chwilę mogłam zapomnieć o szkole, maturze i wyluzować. 





Reasumując – dzień nie był najgorszy. Walczę ze złą połówką siebie, która wciąż namawia mnie do jedzenia. Staram się ją osłabić. Nie ma wyjścia, jest skazana na porażkę. 

Trzymajcie się chudo, buziaki. 

6 komentarzy:

  1. Dziękuje Ci za ten post. Bije od niego siła, siła, która dotarła aż do mnie skratnej pesymistce dziękuje<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez niestety czesto- az ZA czesto tak mam: kiesy dopada mnie glod mysle sobie - a co tam, w sumie walic diete, to nic takiego, blabla :) to jest st raszne. Np dzisiaj tak zrobilam, a teraz, lezac w lozku mysle jak bardzo nienawidze siebie... Ale tobie zycze powodzenka! Trzymaj sie chudo :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez jestem glodna... nie jadlam nic od piatku wieczorem. Czuje sie do tego fatalnie. Leze w lozku i wyobrazam sobie jak ide do kuchni i zjadam tabliczke czekolady. Ale Twoj post dobitnie uswiadomil mi, ze nie warto. Wstane, wypije kawe, zrobie sobie zdrowe, niskokaloryczne sniadanie i napisze post na blogu. Dziekuje. Fajnie ze piszesz. Motywacja niesamowita. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkie jestesmy głode ale jakoś musimy dawać sobie rade :) Niestety kochana musisz wmuszac w siebie wode bo sie odwodnisz, ciężko będzie tylko na początku, a później się przyzwyczaisz :) Nauka do matury, grr....

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że jeśli masz problem z napadami to na razie rzeczywiście lepiej nie narzucać żadnych restrykcyjnych diet, przynajmniej dopóki nie poczujesz się bardziej pewnie. Także bilans bardzo dobry. Odnośnie pieczywa - ja całkiem je wyeliminowałam. Ma naprawdę strasznie dużo kalorii, zjesz powiedzmy ze dwie kanapki i to już spora część bilansu... lepiej wykorzystać limit tak, aby zjeść więcej mniej kalorycznych rzeczy, a nie odwrotnie. Poza tym ja np. zauważyłam, że źle się czuję po pieczywie, niedobrze mi i utrudnia chudnięcie. A z piciem mam tak jak Ty, rzeczywiście powinno się dużo pić ale nie potrafię się zmusić (smaku wody nie cierpię), zresztą nawet o tym nie pamiętam. Oczywiście wyjątek dla kawy. Doskonale rozumiem, że chcesz w końcu zobaczyć 5 z przodu, miałam tak samo. Ciągle tylko ta szóstka... jak to widziałam to nie mogłam już wytrzymać! -.- Mam nadzieję, że się nie poddasz i już niedługo osiągniesz ten swój pierwszy cel. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też jestem głodna :( ale bardzo mi się podoba fragment, w którym napisałaś, że to uczucie zwycięstwa i rzeczywiście tak jest :)
    a co do pieczywa to ja już dawno zrezygnowałam z jakiegokolwiek i te kalorie przeznaczam na np. warzywa i owoce :) koleżanka wspominała ostatnio, że zastąpiła chleb selerem, więc wiesz, kreatywnie podejdź do sprawy :D

    OdpowiedzUsuń